Kołobrzeg i okolice – gdzie najlepiej zjeść, gdzie znaleźć nocleg?

Kołobrzeg to miasto, do którego mam ogromny sentyment i jedno z najprzyjemniejszych miejsc na polskim wybrzeżu. Pisałam już raz o gastronomicznej twarzy Kołobrzegu tutaj, ale ponieważ jestem po kolejnym pobycie w tym mieście, chciałam się z Wami podzielić moimi nowymi, ale i starymi odkryciami.

Najpierw o noclegu …

bo będzie krócej. A na koniec kilka miejsc, gdzie dobrze zjeść i gdzie porowerkować.

Nie polecam centrum Kołobrzegu, bo ani nie ma tam imponujących hoteli, ani też innych wybitnych miejsc noclegowych, na przykład z widokiem na morze. Najlepsze miejscówki są na krańcach miasta. Z jednej strony, na wschód, ciągnie się rząd hoteli . Ogromny wybór, w różnych widełkach cenowych. Po sezonie możecie znaleźć tu fantastyczne okazje tanich noclegów w pięcio- i czterogwiazdkowych hotelach takich jak świeżo wyremontowany i otwarty hotel pod nową nazwą Schuum, Hotel Marine, który ma fantastyczną lokalizację, ale jakoś ciut się postarzał ostatnimi laty. Kuszą też m.in. niedawno otwarty Seaside czy Aquarius ze świetną strefą basenową. W niższej cenie spałam też w Verano i bez achów i ochów, ale pod kątem relacji ceny do jakości w sezonie było spoko. Mają zewnętrzny basen i dla mnie to ogromny atut. Jednak w sezonie wszystkie te miejsca nie dość, że przeżywają oblężenie, to ich ceny są kosmiczne.

Plażowa 9 wymiata

To co wybrałam w tym roku, i byłam bardzo zadowolona z mojego wyboru, to Apartamenty przy ul. Plażowej 9, po drugiej, zachodniej stronie Kołobrzegu, praktycznie na granicy z Grzybowem. Miejsce, w którym stoją apartamenty jest na razie prawie totalnym pustkowiem usytuowanym wśród zieleni i w zasadzie nad brzegiem morza. Wśród zielonych łąk, na widnokręgu wznoszą się tylko 3 budynki – Hotel Baltic Plaza oraz dwa kameralne apartamentowce. I właśnie te apartamentowce mnie urzekły. 4 piętra, super basen w rezydencji A (najczęściej rano miałam go cały dla siebie), wszystko nowe, czyściutkie, gustownie urządzone.

Rezerwowałam swój apartament przez operatora Vacation Club. Mój apartament 3B , mieścił się parterze apartamentowca i roztaczał się z niego super widok na okoliczną zieleń. Sam apartament był urządzony w biało-granatowej tonacji i z tą zielenią za oknem wszystko to cudownie mnie nastrajało 😊. W apartamencie było wszystko co trzeba – lodówka, płyta indukcyjna, kuchenka mikrofalowa, ekspres do kawy, zmywarka, baaardzo wygodne łóżko, fajna łazienka… Mieszkanie mogło pomieścić 3 osoby (podwójne łóżko + rozkładany szeroki fotel). Jedyne do czego się można było przyczepić to pierdoły – papier toaletowy jak za komuny, taki szary jakoś nie przystawał jakościowo do reszty, kosz na śmieci nie otwierał się w szafce, w której został umieszczony (przecież można kupić za niewielkie pieniądze taki, który się będzie otwierał 😉), no i jak chciałam przesunąć meble to się zorientowałam, że sprzątaczka pewnie tak posprzątała jak jej zapłacono. Ale obsługa już była bardzo ok. Kiedy w pierwszy wieczór okazało się, że coś się przytkało w odpływie prysznica, ekipa była w pokoju chyba w niespełna 2 godz. od zgłoszenia i wszystko szybko ogarnęła.

To co jest ogromną wartością tego miejsca to usytuowanie. Niby na odludziu, ale przy zejściu do morza i przy samej nadbałtyckiej trasie rowerowej. To ważne, bo nie polecam Wam używać w Kołobrzegu w sezonie samochodu. Chyba, że Wam się nudzi, macie zbyt niskie ciśnienie i chcecie je sobie trochę podnieść blokując się w potwornym korku i krążąc godzinę szukając miejsca do zaparkowania. To już Wasz wybór. Osobiście wolę rower. W niecałe 10 min dojedziecie na rowerze do centrum Kołobrzegu, a w kilka minut dojdziecie na piechotę na plażę. W dodatku dla psiarzy, to jedna z nielicznych nad Bałtykiem psich plaż, więc możecie tu też dotrzeć z Fafikiem, Azorkiem lub Lolcią. W rezydencji też było sporo psich lokatorów. A jaki tu spokój. Oczywiście w sezonie i z piękną pogodą trzeba być gotowym na wszystko, ale w porównaniu z innymi częściami wybrzeża, jest naprawdę bardzo dobrze.

Rower?

Co do rowerów, jeśli macie swoje to super, jeśli nie, to na osiedlu Polanki jest świetna wypożyczalnia rowerów. Dojdziecie do niej na piechotę plażą lub drogą w stronę centrum Kołobrzegu w max 10 minut. A rower Wam się przyda w tych okolicach, bo niezależnie, w którą stronę pojedziecie to nadbałtycka trasa rowerowa jest genialna. Osobiście wolę tę w stronę Ustronia Morskiego, ale ta na Dźwirzyno, przez las, też jest genialna. Znajdują się przy niej tajemnicze groby z czasów II wojny światowej. Nie wyjaśniono do dziś czy to żołnierze niemieccy, radzieccy czy może niemieccy cywile… W każdym razie rower i spacery pozwolą Wam odkryć niesamowite miejsca.

Jeść!!!

To jak już rozpakowaliśmy się w apartamencie i wypożyczyliśmy sobie rower na czas pobytu, teraz czas coś zjeść. I tu też, mimo, że jesteście na totalnym odludziu nie dość, że nie umrzecie z głodu to jeszcze naprawdę nie będzie Wam kulinarnie źle. Co więcej rozpieszczą Was tu nieprzyzwoicie. W 15 min dotrzecie na piechotę, a na rowerze w 5 minut, do…

Wichłacz Grill House

Polecam rezerwację stolika, bo mimo, że mają duży ogród i całkiem sporo miejsca w środku, to mają też całą masę wiernych fanów – miejscowych i przyjezdnych. Bo są ku temu powody. Niezależnie czy weźmiecie zestaw obiadowy za 30zł lub 35 zł, czy danie z karty, opróżnicie talerze do ostatniego okruszka, skwarka czy tam kropli sosu. Jak na grill przystało mają świetne dania mięsne, burgery, ale równie dobre są ryby i sałatki. I desery 😊 Bardzo mi smutno, że wycofali z karty schabowego, bo był wybitny. Taki prawdziwy, z kością. No a z dodatków, kto nie spróbuje ich ziemniaków konfitowanych ten trąba. Pieczone w tłuszczu, idealnie kremowe w środku i idealnie chrupiące na zewnątrz są hiciorem Wichłacza. Fajne jest też czekadełko w postaci takiego smalco-pasztetu, podane z bardzo smacznym pieczywem. Mają też dobre wina. I oryginalne. Między innymi można tam spróbować bardzo fajnych niemieckich win, za co duży plus dla osoby, która za kartę win odpowiada.

Jeśli będziecie chcieli pójść w bardziej morskie klimaty, to polecam, tuż obok Wichłacza, niepozorne z wyglądu, a genialne kulinarnie miejsce …

Ryba z ikrą

Jest to restauracja, która mieści się w komunistycznym pawilonie, który z zewnątrz nie zachęca, żeby dać mu szansę. Na fasadzie zobaczycie jednak, że jest to lokal po kuchennych rewolucjach Magdy Gessler. Wnętrze jest bardzo fajnie urządzone, acz ciut ciemne. Rozprasza też kręgielnio-bawialnia, która graniczy z salą restauracyjną. No, ale jak jesteście z dzieciakami lub chcecie się jakoś rozerwać kiedy pogoda barowa, to może być spory atut. To co z mojego punktu widzenia jest tu wyjątkowe to kuchnia i obsługa. Obsługa przemiła i bardzo pomocna. O kuchni i o daniach wie wszystko. Uśmiechająca się zza kuchennego okienka szefowa kuchni też niezwykle ociepla to miejsce. Do wielu dań, w tym m.in. do krewetek z sosem mango oraz do świetnego ceviche podawana jest cieplutka, pachnąca, genialna focaccia. Bardzo smaczne są tu też placki ziemniaczane z łososiem, ikrą z łososia, śmietaną i tartym jajkiem. Zupa rybna wymiata – esencjonalna, z mnóstwem dodatków. Jedyne danie – przystawka, której nie polecam to śledziowe trio, bo mimo, że sosy do śledzi są wspaniałe, to śledź słabiutki. Ale na ich usprawiedliwienie powiem, że nie znalazłam na polskim wybrzeżu Bałtyku w tym roku miejsca, gdzie dałoby się polecić śledzie. Zwykle są jakieś suche, wymoczone i po prostu niesmaczne. Jeszcze pro tip dla bąbelków i lubiących pizzę – w Rybie z Ikrą zjecie też bardzo dobrą pizzę. I dowożą jeśli trzeba.

Jeśli pojedziecie do centrum Kołobrzegu to koniecznie zjedzcie w …

Wichłacz Bistro-Bar

Tu też jedzenie jest wybitne i możecie spokojnie zaliczać z karty dań pozycja po pozycji, na co macie ochotę. Mnie w tym roku powaliła na łopatki przekąska z karty tapas – halibut marynowany na grzance z chipsem i salsą verde. Jakież to było genialnie połączenie. Dawno nikt mnie tak pozytywnie w restauracji nie zaskoczył smakami, a w tym skromnym niby daniu – przystawce za uwaga …. 13 zł – była taka eksplozja smaków połączonych mega umiejętnie, że totalnie odleciałam. Świeżość i intensywność ziół i cytrusów, łagodne smaki grzanki i czipsa, a do tego wszystkiego świeża, delikatna, genialna ryba. Sztos!!! Żeby nie było tak idealnie, to tu znowu muszę się do czegoś przyczepić, i tu też nie polecam śledzia, który jest w przystawkach. Kwaśny śledź, sam w sobie nie jest zły, ale trochę mu brakuje do najlepszych. Natomiast połączony z kwaśnym kimchi po prostu wykręca twarz. A ja lubię kwaśne. Sytuację ratuje maślana bułeczka z masłem właśnie, która w Wichłacz Bar-Bistro jest podawana jako czekadełko. Natomiast co do reszty, ryby, mięsa, zupy, ich super genialny, przepyszny kalafior… wszystko to jest naprawdę mniammmm. Dobrze doprawione i podane tak, że od razu cieknie ślinka.

Restauracja – Beach Bar – Hotel Lambert

A na koniec miejsce, które odkryliśmy jadąc nadmorską trasą rowerową do Ustronia Morskiego. Polecam to miejsce zatem z dwóch powodów. Po pierwsze zrobicie sobie wycieczkę jedną z najpiękniejszych tras rowerowych w ogóle. A po drugie, po 20 km jazdy, jeśli jedziecie z Kołobrzegu, nabierzecie siły na drogę powrotną w wyjątkowym miejscu i posilając wyjątkowym jedzeniem. Chciałam Wam polecić Hotel Lambert, a szczególnie jego Beach bar, z którego roztacza się genialny widok na morze. Ten urządzony w bieli taras oferuje dwie karty. Ta Beach bar jest niezła, ale jest to po prostu barowa formuła, natomiast karta hotelowa to już inna bajka, a ceny nadal barowe. Za około 30 zł zjecie na przykład wybitny stek z kalmara z czarnym ryżem i pysznymi dodatkami. Może wolicie dorsza, albo wołowinę. Sprawdziliśmy kilka dań głównych i za każdym razem był sztos. A ceny? Jak przystawek w Warszawie.

Jedzcie i cieszcie się. Samochód zostawcie na parkingu. Nie zapomnijcie o zachodzie słońca, bo co wieczór jest nowy, inny, wyjątkowy spektakl.

Cudnych wakacji, nad Bałtykiem czy gdziekolwiek indziej.

Pozdrawiam

You may also like

Dodaj komentarz